53 Denko miesiąca - sierpień

piątek, 4 września 2015

Witajcie, dużo tego nie ma, ogólnie z kolorówki nie wiele zeszło, bo upały dawały swoje plusy, ale i minusy więc makijaż znikomy. Najchętniej siedziałabym całe dni w wodzie i nigdzie się nie ruszała, no ale nie ma tak dobrze ;)
Przedstawiam Wam kilka produktów, rzeczy które skończyły swoją przygodę w sierpniu, które się sprawdziły i jestem z nich zadowolona i te których już więcej nie kupię.

Zapraszam ;)



Wszystkie produkty:
Żel z Balea zakupiony w niemieckim DM
Patyczki do skórek Donegal
Krem do rąk z Garniera jak i krem do rąk z Nivea(można je kupić w większości drogerii)
Dezodorant Isana(Rossmann)
Sól do kąpieli Isana(Rossmann)
Pilnik do paznokci Donegal
Tusz wodoodporny Bell(teraz dostępne w Biedronce ale i w Hebe widziałam)

I zaczynamy od produktów, które wiem że jeszcze kiedyś trafią w moje ręce.


Patyczki do skórek Donegal- nie mogę powiedzieć nic złego, zwykłe normalne patyczki, sprawiły się, brak zastrzeżeń.
Balea żel pod prysznic - zapach nieziemski Vanille & Coco, 300ml - dość wydajny, bo wytrzymał równo cały sierpień, a używałam i ja i mój mąż, także na naszą dwójkę jeden żel który kosztuje w DM Niemieckim 0,55 centów to całkiem nie zły interes :) Pachnie przepięknie, konsystencja nie jest może mega gęsta, ale też nie leista, a muszę powiedzieć że w sierpniu potrafiliśmy brać po 2-3 prysznice dziennie oboje, przez te upały, także żel spisał się na 5 z + :) Mam jeszcze w swoich zapasach kilka żeli z Balea o których na pewno napiszę :)
Kremy do rąk - mam bardzo suche ręce, niestety moje dłonie cierpią kiedy piorę ręcznie, a niestety są takie ubrania których do pralki nie wrzucę i no cóż ...dłonie wysuszone na maksa, także ratowałam się kremami i tak jeśli mam oceniać to oba są bardzo dobre. Oba kremy były ze mną dwa miesiące używałam na zmianę raz jeden raz drugi, a kremuje ręce od 3 do 5 a nawet 6 razy dziennie, ze względu na to że skóra sypie się z dłoni jak igły z choinki :) 
Zarówno Garnier -regenerujący krem do rąk z alantoiną jak i Nivea - błyskawicznie nawilżający - spisują się na medal, z tym że krem z Nivea podkradłam swojemu mężowi który zakupił go tylko dlatego że szybko się wchłania i no cóż, muszę mu przyznać rację, bo krem wchłania się w mig, dosłownie. Nakładamy, wcieramy i krem jest już wchłonięty, a tego samego o kremie z Garniera powiedzieć nie mogę, ale spełnia moje oczekiwania i bardzo dobrze nawilża moje suche jak pustynia dłonie. Wiem że do tych kremów na pewno wrócę, ale jak na razie kończę i w sumie też zaczynam te, które się u mnie jakoś uchowały nie zauważone ;)
Sól do kąpieli Mandarine & Buttermilch- zakupiona w Rossmann, pisałam o niej tutaj Klik, lubię do niej wracać co jakiś czas, pięknie pachnie, świetnie się przy niej relaksuje, nic więcej nie potrzeba A cena bardzo przystępna bo na promocji plus minus 2 - 2,50zł, a bez promocji około 3-3,50 zł, za 80g  produktu - czego chcieć więcej  :)

Ale są też i buble kosmetyczne. Na szczęście tylko 2, także jakieś wielkiej tragedii nie ma, no ale...






Tusz wodoodporny z Bell - przed wyjazdem na wakacje głównie chodzi mi tu o Egipt(bo tam mieliśmy sobie pływać na basenie który był w hotelu), nie kupowałam żadnego tuszu wodoodpornego, bo wiedziałam że w domu mam jeden z Bell  i że w sumie co więcej potrzeba na basenie, wytuszuję sobie rzęsy, nałożę krem ochronny i tyle wystarczy.
No tak wystarczyłoby, gdyby nie to, że po wytuszowaniu rzęs, gdzie już zauważyłam że szczoteczka jest strasznie szorstka - jeśli to można w ogóle tak nazwać, no masakra, ale - wytuszowałam, poszliśmy na basen - ze względu na oczy ja pływam w okularach przeciwsłonecznych i w sumie dzięki Bogu. Bo gdy je zdjęłam, kiedy rozmawiałam z mężem, on popatrzył na mnie i powiedział
"O matko". No to już wiedziałam o co chodzi. Tusz w ogóle nie jest wodoodporny, cały rozmazany pod oczami, - normalnie istna panda - po prostu spływał ze mnie. KOSZMAR. Szczoteczka strasznie tępa, szorstka, twarda - sama nie wiem jak to nazwać. No Nie i jeszcze raz Nie. Najśmieszniejsze jest to, że na opakowaniu tuszu, możemy przeczytać "Glam & Sexy" - no byłam na pewno wtedy bardzo sexy, że już nie wspomnę o glam ;)
Pilnik do paznokci z Donegal PINK & PINK-  pierwsze użycie pilnika i w sumie ostatnie. Postrzępił się, pokruszył, no masakra - ledwo co paznokcie udało mi się spiłować, a ponoć pilnik do tipsów (ciekawe jak niby on je piłuje). Nie wiem o co chodzi, bo już używałam kilku z tej firmy, ale ten(różowy - zawsze wiedziałam że to nie mój kolor), w ogóle się nie sprawdził.

I ostatni produkt który jest taki w sumie "nijaki".
A mianowicie chodzi o:



Deospray z Isana - zakupiony jak widać w Rossmann, za jakieś 3 - 4 zł, specjalnie taka wielkość 50ml., bo nic większego nie chciałam brać do bagażu(walizki, torby), ale czy ja do niego jeszcze kiedyś wrócę nie wiem. No spełnił swoją rolę, chociaż mógłby bardziej, jakoś nie mam dużych wymagań, ale żeby mnie jakoś zachwycił do siebie, to sama nie wiem. Taki nijaki produkt.
Ale mogę powiedzieć że kurcze taki mały, ale całkiem nie źle wydajny :)
Także taki "średniak" :)

6 komentarzy:

  1. Z Twojego denka miałam jedynie krem do rąk z Garniera i był ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krem jak najbardziej Ok, ten z Nivea jest lepszy dla mnie pod tym względem że wchłania się bardzo szybko :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja tak samo, są świetne za niską cenę :)

      Usuń
  3. z bubli na szczęście nic nie miałam :D

    OdpowiedzUsuń